Przez większą część historii człowieka jedzenie zwierzęcia w całości, czyli „od nosa do ogona”, było czymś zupełnie naturalnym. Zdobycie mięsa wymagało wysiłku, czasu i ryzyka, dlatego każde upolowane lub hodowane zwierzę traktowano z ogromnym szacunkiem. Niczego nie marnowano – nie tylko z powodów ekonomicznych, ale również z instynktownego przekonania, że każda część zwierzęcia niesie określoną wartość dla zdrowia.
Co ciekawe, dawniej ludzie nie zaczynali od mięsa mięśniowego, tak cenionego dziś. Najpierw sięgali po organy wewnętrzne, ponieważ – nawet jeśli nie potrafili tego wyjaśnić naukowo – wiedzieli, że to one są najbogatszym źródłem mikro- i makroelementów.
Wątroba była uważana za najcenniejszy kawałek – jedzono ją niemal od razu po uboju, często jeszcze ciepłą. Dostarczała energii, wspierała krew i odporność. Serce symbolizowało życiową siłę i wytrzymałość, dlatego trafiało na stoły wojowników i osób ciężko pracujących. Nerki, śledziona czy mózg nie budziły obrzydzenia – były po prostu częścią pożywienia i źródłem ogromnych korzyści zdrowotnych.
Z kości, chrząstek i głów gotowano długo wywary, które nie były zwykłą zupą, lecz prawdziwym lekarstwem. Taki rosół wzmacniał organizm po chorobach, wspierał gojenie ran i regenerację stawów. Szpik kostny był przysmakiem, ponieważ dawał uczucie sytości i głębokiego odżywienia. Krew wykorzystywano do kaszanek, żołądki i jelita do kiszek, a płuca czy żołądki suszono lub fermentowano, by nic się nie zmarnowało.
Istniało również przekonanie, że „podobne leczy podobne”. Problemy z krwią leczono wątrobą lub śledzioną, często spożywaną ze świeżą krwią – co dziś może budzić obrzydzenie, ale było normą. Osłabione kości wzmacniano wywarami z kości, a wyczerpanie – sercem i szpikiem. Jedzenie było więc nie tylko sposobem na zaspokojenie głodu, lecz także formą codziennej terapii.
Dziś ten sposób odżywiania niemal zanikł. Jemy głównie mięśnie, a odrzucamy to, co dawniej było najcenniejsze. Tymczasem przez tysiące lat to właśnie pełne wykorzystanie zwierzęcia zapewniało ludziom zdrowie, odporność i prawdziwe odżywienie organizmu.
Rola śledziony w organizmie człowieka
Skupmy się teraz na śledzionie.
Śledziona jest bardzo niedocenianym, a jednocześnie niezwykle ważnym narządem. Działa jak filtr krwi, magazyn odporności i centrum recyklingu krwinek.
Co robi śledziona?
Naturalny filtr krwi
Usuwa z krwi stare i uszkodzone krwinki czerwone, nieprawidłowe płytki krwi, bakterie i toksyny – działa jak biologiczne „sitko”.
Recykling i odzysk składników z krwinek
Rozkłada zużyte krwinki i odzyskuje z nich żelazo, białka oraz inne składniki potrzebne do produkcji nowych komórek krwi.
Centrum dowodzenia odpornością
Jest centrum odporności – to tutaj dojrzewają limfocyty, powstają przeciwciała i komórki pamięci immunologicznej.
Szybka identyfikacja i neutralizacja patogenów
Rozpoznaje bakterie krążące we krwi i natychmiast je neutralizuje.
Magazyn krwi i płytek krwi
Magazynuje krew i płytki krwi, które w razie krwotoku mogą zostać gwałtownie uwolnione.
Kontrola jakości krwinek
Eliminuje krwinki z wadami budowy, zanim zdążą wywołać chorobę.
Niestety, nie każdy ma sprawnie działającą śledzionę. U części osób została ona chirurgicznie usunięta, u innych – nie funkcjonuje prawidłowo. Gdy praca śledziony jest zaburzona, mogą pojawić się:
• częste infekcje,
• anemia,
• osłabienie,
• skłonność do siniaków,
• zaburzenia odporności,
• choroby autoimmunologiczne.
Bez śledziony organizm traci w pewnym sensie pierwszą linię obrony we krwi.
Śledziona wołowa jako suplement – dlaczego w ogóle o niej mówimy?
Świeżą śledzionę bardzo trudno kupić – w praktyce można powiedzieć, że jest niemal niedostępna. Paradoksalnie alkohol można kupić na stacji benzynowej, a żywność ultraprzetworzona jest dostępna wszędzie, natomiast to, co realnie służy zdrowiu, bywa drogie albo nieosiągalne.
Co możemy zatem zrobić?
Sięgać po te organy, które są dostępne, a pozostałe suplementować w formie sproszkowanej.
Sproszkowana śledziona – najczęściej wołowa – to suplement wytwarzany z wysuszonego i drobno zmielonego narządu. Wywodzi się z dawnych tradycji żywieniowych, w których wykorzystywano całe zwierzę, a poszczególne organy traktowano jako naturalne wsparcie dla odpowiadających im układów w ludzkim ciele.
Śledziona wołowa jest naturalnie bogata w:
• żelazo hemowe,
• witaminę B12,
• foliany,
• miedź,
• cynk,
• białka i związki związane z funkcjonowaniem układu odpornościowego.
Z tego powodu bywa stosowana jako wsparcie diety u osób z:
• osłabieniem,
• skłonnością do niskiej hemoglobiny,
• przewlekłym zmęczeniem,
• w okresach rekonwalescencji.
Stosowanie śledziony wołowej na konkretne choroby i objawy
Niska hemoglobina
Naturalne żelazo hemowe i witamina B12 wspierają produkcję czerwonych krwinek oraz prawidłowy poziom hemoglobiny.
Przewlekłe zmęczenie
Foliany, B12 i miedź biorą udział w wytwarzaniu energii komórkowej, pomagając ograniczyć uczucie narastającego zmęczenia.
Słabsza odporność
Cynk, białka odpornościowe i kompleks witamin z grupy B wspierają dojrzewanie limfocytów i prawidłową reakcję immunologiczną.
Powolna regeneracja po chorobie lub stresie
Miedź, foliany i żelazo wspomagają procesy odbudowy komórkowej i równowagę układu krwiotwórczego, co ułatwia powrót do pełni sił.
Tradycyjnie uważa się, że dostarcza organizmowi „materiału” potrzebnego do tworzenia krwi i wspiera prawidłowe funkcjonowanie układu odpornościowego.
Niektóre osoby sięgają po sproszkowaną śledzionę również w okresach zwiększonej podatności na infekcje, po chorobach lub w czasie długotrwałego stresu, licząc na poprawę regeneracji i ogólnej odporności organizmu.
